Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Mistrz recenzji z prawdziwego zdarzenia - Kałużyński
dodano 08.01.2007
Ile razy czytam pseudorecenzje filmów w czasopismach czy serwisach internetowych poświęconym sztuce filmowej, tyle razy na mojej twarzy rodzi się grymas zniechęcenia i zniecierpliwienia - można przecież tak pięknie i profesjonalnie pisać o filmie.
Zauważyłam, że Kałużyński używał słów zanikających w użyciu, zapominanych, np. zgoła odmienny, zaiste, a jednocześnie operuje językiem nowoczesnym, trafiającym do czytelników również bardzo młodych. Jedynym aspektem, do którego mogę mieć zastrzeżenia, jest nadużywanie słowa niemniej – znajdziemy je w każdej niemal recenzji.
Zakończenie – niespodzianka
Chodzi tutaj o finały historii filmowych, czyli kto z kim i dlaczego i czy to było dobre zakończenie, czy też może tragiczne. Kałużyński pozwalał samemu widzowi to zobaczyć, ocenić, wzruszyć się, zdenerwować, a co najważniejsze – zaskoczyć. Raz tylko na kilkaset recenzji, które przeczytałam, udało mu się właściwie opowiedzieć cały film , ale sam tytuł i niteczka rzekomej intrygi tegoż filmu już sugerowały zakończenie.
Pochwała dla zasłużonych
Na produkt końcowy sztuki filmowej składa się praca wielu osób. Ci najważniejsi, a więc reżyser, scenarzysta, autor ścieżki dźwiękowej, czy wreszcie aktorzy nie zawsze równo pracują na sukces gotowego filmu. Czasem do kina warto iść ze względu na świetne zdjęcia, czasem na niezwykłe kreacje aktorskie, czasem dla porównania poprzednich filmów jakiegoś reżysera – jednakże Kałużyński zawsze dostrzegał osoby kryjące się za sukcesem artystycznym i wrażeniem estetycznym, na jaki liczyć mogą miłośnicy kina idąc na ten konkretny film. Przykład? Oto on: „Jest to triumf znakomitego scenariusza nad nietrafnym wykonaniem” – tak Kałużyński pisze o filmie „Dziennik Bridget Jones”.
Dystans – oznaka profesjonalizmu
Kałużyński nie wierzył reklamom zwiastującym dany film. Nie słuchał producentów, którzy zapewniają, że do produkcji zatrudnili najlepszych speców od tresury, najlepszych kaskaderów i którzy nie przyznają się np. do machlojek komputerowych – określenie Kałużyńskiego. Otóż wolał on sam sprawdzić, czy dana rzecz jest możliwa i natychmiast weryfikował podawane ogólnie informacje – oddzielał za nas sieczkę przygotowaną przez speców od reklamy i marketingu. Tylko ktoś, kto zawodowo i od wielu lata para się ocenianiem, oglądaniem i smakowaniem dzieł filmowych, jest w stanie to zrobić. I chwała mu za to.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW