Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
"Dobry agent"
dodano 28.02.2007
„Prawda nie jest zapisana w teczkach”. Tym nieco przewrotnym hasłem reklamowany jest w Polsce film „The Good Shepherd”, czyli „Dobry Agent” według słownika polskiego dystrybutora.
Jestem w stanie zrozumieć ludzi, których ten film znudził, faktycznie oglądając go trzeba mieć jakąś elementarną wiedzę na temat historii XX wieku, np. sam wątek amerykańskiej inwazji w „Zatoce Świń” nie jest wyjaśniony i może dla przeciętnego widza stanowić zagadkę. W samym filmie w bardzo ciekawy sposób została pokazana rywalizacja między ZSRR a USA, rywalizacja która nie zawsze jest czystą grą, w której stawką jest być albo nie być dla kraju. Stawką są małe i jeszcze mniejsze interesy, których realizacja składa się na skomplikowaną mozaikę strategii poszczególnych państw, manipulacja i ciała gra pozorów jest słowem, które w najpełniejszy sposób charakteryzują wzajemny konflikt między Wschodem a Zachodem.
Osobiście nigdy nie przepadałem za Mattem Damonem, za jego wypieszczoną buźką i równym ząbkami, ale w tym filmie jego rola jest interesująca, a sama jego obecność na ekranie nawet dla mnie z czasem okazała się mniej irytująca niż sam przypuszczałem. Obsadzenie Angeliny Jolie w roli żony Edwarda Wilsona jest ciekawym pomysłem na powierzenie tej „femme fatale” współczesnej kultury masowej roli dramatycznej, w której sprawdza się całkiem nieźle. Sama Jolie już wcześniej udowodniła że jest dobrą aktorką dramatyczną potrafiącą pokazać na ekranie złożoność charakteru granych przez siebie postaci np. w „Przerwanej Lekcji Muzyki”, gdzie partnerowała Winonie Ryder. Choć ta rola Jolie w „Dobrym Agencie” jest dość schematyczna to potrafi ona pokazać dylematy i emocje porzuconej kobiety, co znakomicie kontrastuje z zimnym stylem gry Matta Damona.
Robert de Niro pojawia się rzadko, występuje w roli gen. Sullivana szarej eminencji amerykańskiego systemu bezpieczeństwa, osoby odpowiedzialnej za sprawne funkcjonowanie całej maszynerii kontrwywiadu. Nie jestem przyzwyczajony do takich ról de Niro, gdzie on sam jest już starym wygą poruszającym się o kulach i dyrygującym przedstawieniem zza kulis.
Zresztą cały film ma znakomita obsadę, William Hurt jako dyrektor CIA, zmęczony życiem Alec Baldwin jako wysoki funkcjonariusz FBI, John Turturro jako prawa ręka Edwarda Wilsona. Plejada gwiazd, które jednak nie mają okazji do pełnego zaistnienia na ekranie, przyćmiewa je bowiem nie tyle sam kunszt gry Matta Damona, ale konstrukcja scenariusza dająca Damonowi najwięcej czasu ekranowego. Jak przeczytałem w recenzji zamieszczonej w „Dzienniku” film jest melodramatem na jednego aktora, i jest w tym stwierdzeniu wiele prawdy, Damon jest osią, wokół której kręcą się wszystkie wątki.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW