Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Feministyczne Mondrości
dodano 17.06.2010
Założenie państwa kobiet na wzór Izraela, likwidacja mężczyzn lub zesłanie ich do kamieniołomów, uznanie płodu za gatunek pasożyta oraz oskarżanie fizyki o seksistowskie teorie – to nie science-fiction ani absurdalna komedia.
Utworzenie państwa kobiet, najpierw podziemnego, które pozwoliłoby feministkom wymordować przedstawicieli obecnego państwa, a potem oficjalnego, które nie interweniowałoby, kiedy feministki miałyby ochotę dokonać linczu na kimkolwiek pomówionym przez nie o gwałt (a jak się zaraz przekonamy, gwałcicielami według feministek są wszyscy), również nie wydaje się zbyt realne. Feministki łagodzą więc swoje stanowisko. Mężczyzn nie da się wymordować, nie da się też usunąć ich z państwa, więc można by chociaż pozsyłać ich do kamieniołomów. Germaine Greer pisze: „Jedynym miejscem, które zabezpiecza mężczyzn, jest maksymalnie strzeżone więzienie, z wyjątkiem groźby zwolnienia ich”. A wsadzić mężczyzn do więzienia najłatwiej pod pozorem gwałtu, nawet gdy wiadomo, że nie został on popełniony: „mężczyzna, który został niesprawiedliwie obwiniony o gwałt, może zyskać na tym doświadczeniu”, pisze Catherine Comins.
A jeżeli nawet nie da się pozamykać mężczyzn w więzieniach, to zawsze można wykorzystać wielki biznes do promowania swojej dyktatury. Nasza rodzima feministka o niemal męskim imieniu, pani Szczuka, w „Slajdzie – magazynie młodej kultury” (nr 38, luty 2009) narzeka jednak na nieudolność feministek w tym względzie: „feministki, w odróżnieniu od ekologów, nie mogą dogadać się z jakimś dużym biznesem, który da nam pieniądze na naszą działalność, a my w zamian będziemy głosić idee, które będą rozkręcały biznes. Poza producentami prezerwatyw albo pigułek antykoncepcyjnych”. Nie potrafiąc nachapać się, dogadując z wielkim biznesem, feminiskti korzyści materialne próbują czerpać przy pomocy lobbingu politycznego. „Trzeba zreformować państwo, żeby były środki na to, by kobiety [tj. feministyczny establishment – dopisek mój] wprowadzić do gospodarki oraz zapewnić im zabezpieczeńe [tj. gwarancje – dopisek mój] ekonomiczne i prawne”, pisze Gretkowska w „Tomie kultury” (nr 17, Empik, 2007). A ponieważ do niedawna partie w Polsce pozostawały względnie (w porównaniu z Zachodem czy Skandynawią) niemrawe w realizowaniu interesów feministycznych oficjelek, cztery lata temu postanowiły one założyć partię, na którą mogłyby głosować… wszystkie feministki. Partia Ekshibicjonistek, bo o niej mowa, posiada poparcie w granicach 0,5%, co odpowiada liczbie feministek w naszym kraju. Nic jednak dziwnego, że balansuje ono na granicy błędu statystycznego, skoro na konferencji prasowej z okazji założenia tej partii jej założycielka i liderka szczerze wyznała: „Partia Kobiet zapewne nie uzyska większości, żeby przejąć władzę. Zresztą nie powinna o to zabiegać”. Pytanie tylko, czy tymi słowami Gretkowska chciała dać wyraz swemu głębokiemu przekonaniu o nieudolności politycznej kobiet, czy bezpardonowo wyznać, że wykorzystuje naiwne smarkule z partyjnymi legitymacjami do promowania swojej osoby i rozkręcania sprzedaży własnych książek?
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW