Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Presja i mgła zwiastunem śmierci
dodano 17.10.2010
Kierowcy i piloci! Jeśli każą wam wykonać zadanie za wszelką cenę, a zauważycie mgłę, to przypomnijcie sobie dwie tegoroczne katastrofy.
27 marca 1977 wydarzyła się największa katastrofa w lotnictwie cywilnym. Doszło do niej na Teneryfie (Wyspy Kanaryjskie) i to na ziemi, a nie w powietrzu (sic!). Dwa Boeingi 747 linii PanAm i KLM zderzyły się podczas kołowania w gęstej mgle, która była najważniejszym powodem zderzenia. Zaistniało szereg czynników i – jak to bywa – gdyby nie wystąpił choć jeden z nich, nie doszłoby do tragedii. Holenderska załoga była pod presją ścigania się z czasem, bowiem według przepisów, przedłużone oczekiwanie na start, spowodowałoby przekroczenie dozwolonego czasu pracy. Ponadto młodsza część załogi znajdowała się pod silną presją starszego i nieznoszącego sprzeciwu kapitana. Zginęło 583 ludzi.
28 stycznia 1986 nad Florydą doszło do spektakularnej (na oczach widzów, w tym żegnających rodzin oraz z telewizyjną transmisją dla szkół, bowiem jedną z astronautek była nauczycielka) katastrofy promu kosmicznego „Challenger”. Przez kilka dni prom nie mógł wystartować z rozmaitych powodów i kiedy irytacja oczekiwaniem sięgała zenitu, podjęto decyzję o starcie, mimo znacznego ochłodzenia w dniu startu i mimo wiedzy, że specjalne uszczelki prawdopodobnie nie spełnią swej roli w tak niskiej temperaturze. I tym razem poddanie się presji było psychologicznym powodem kolejnej katastrofy, dotkliwych strat w ludziach, wielkich strat materialnych oraz zmasowanych kontroli i wstrzymania programu lotów kosmicznych.
14/15 kwietnia 1912 roku wydarzyła się najsłynniejsza katastrofa morska – na górę lodową wpadł i zatonął największy, najbardziej luksusowy i najbezpieczniejszy (sic!) statek na świecie (100 lat temu) - „Titanic”. Nie było wprawdzie mgły, lecz pora nocna. Były wprawdzie ostrzeżenia o górach lodowych, ale była także presja (pierwszy rejs statku, ostatni rejs kapitana przed zejściem na ląd na emeryturę, chęć szybkiego przepłynięcia Atlantyku). Los wysyłał zatem ostrzeżenia, ale ludzka pycha była silniejsza od rozumu i ludzkość złożyła życie wielu niewinnych ofiar na ołtarzu postępu.
Mówi się, że mądry Polak po szkodzie (o tym świadczą kontrole procedur samolotów rządowych i kontrole busów), ale czternaście lat przed katastrofą „Titanica” wydano powieść pt. „Futility” („Próżność”), w której luksusowy parowiec (podobny do rzeczywistego pechowca) również podczas dziewiczej podróży z Wielkiej Brytanii do USA, zderzył się z górą lodową i zatonął niemal w tym samym miejscu, pociągając za sobą na dno większość pasażerów, gdyż było zbyt mało... łodzi ratunkowych. Zatem nie tylko Polacy mądrzeją po szkodach...
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW