Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Narodowy Kuferek Fachowców
dodano 02.01.2007
Czy komuś coś mówi tytuł: Państwowy Zasób Kadrowy? Nie? A szkoda. To jeden z najnowszych pomysłów władzy. Bardzo ciekawy pomysł. Nowatorski na skalę nie tylko europejską.
Wracając zaś do konkretnego przypadku, próbowano ustalić przebieg zdarzeń tej zagadkowej migracji. Im dalej w las, tym więcej drzew. Tu – coraz ciemniej. Najpierw dyrektor generalny z resortu zdrowia nie był w stanie pojąć, o co właściwie pytającemu chodzi, a naciskany o informację doszedł do takiego absurdu, że gimnazjalista tarzałby się ze śmiechu. Wynikało otóż z wyjaśnień wysokiego urzędnika państwowego, że jego poprzednik przeszedł gdzieś do innego urzędu, na podstawie konkretnych przepisów, a jakże, ale dalej rozpościerała się mgła. Nie wiadomo gdzie, kto o to wystąpił, kto wyraził zgodę, a ustalić tego niepodobna, bo wszystkie dokumenty powędrowały w ślad za przeniesionym. Znaczy, jak należało chyba z tego wnioskować, po pracowniku urzędu nie pozostał żaden ślad.
W jaki sposób zatem i komu przekazano owe akta osobowe? I gdzie zostały przekazane? Długi czas dyrektor generalny tego nie ujawniał. Dopiero dalsze drążenie sprawy niejako wymusiło tajemne wyznanie. Okazało się, ze Sławomir Waszczyński od połowy września 2004 roku pozbawiony stanowiska, pod koniec października pojawił się w Urzędzie Patentowym RP.
Przedstawiający się jako zastępujący dyrektora generalnego (funkcja ujęta wprost w ustawie o służbie cywilnej i ustanawiana w określony sposób) Cezary Pyl wyjaśnił w piśmie, iż „(…) Urząd Patentowy RP wystąpił o przeniesienie (…)” itd., itp. Zgodnie z przepisami to dyrektor generalny występuje, a nie urząd, czyli budynek. Ale to szczegół. Choć może niekoniecznie błahy, bo wraca pytanie ze wstępu, kto personalnie był zainteresowany w dokonanym przeniesieniu? Prezes czy dyrektor generalny? I jak do tego doszło? Czy to Sławomir Waszczyński pukał od drzwi do drzwi aż znalazł przystań, czy ktoś z Urzędu Patentowego któregoś poranka obudził się z myślą nieodpartą, by zatrudnić u siebie jako głównego specjalistę najlepiej zdegradowanego za niekompetencję dyrektora generalnego?
Co prawda szefowie, jak wiadomo, bywają złośliwi i nieobiektywni, wiec często nie maja racji, nic więc nie stało na przeszkodzie, by już po dwóch dniach Sławomir Waszczyński awansował na „p.o.” dyrektora Biura dyrektora generalnego Urzędu Patentowego RP czyli prawą rękę Cezarego Pyla, mieniącego się Zastępującym dyrektora generalnego UP RP. Czy panowie się znali wcześniej, czy też był to przejaw inicjatywy prezesa, Alicji Adamczak, oraz dlaczego w stosunku do Cezarego Pyla używany jest zwrot „mieniący się zastępującym”, będzie przy innej okazji.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW