Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Faszyści na Marsie i na ekranie
dodano 05.12.2009
Recenzja trzech filmów:
Niniejszy felieton (a właściwie: recenzja) miał być krótki i zwięzły, ale wygląda na to, że znowu nadmiernie się rozpisałam. Cóż, takie jest moje przeznaczenie. Jeżeli zainteresował Was film „Faszyści na Marsie”, możecie go obejrzeć w Internecie - wystarczy, że wpadniecie na stronę Youtube.com i wpiszecie do wyszukiwarki hasło: „Fascisti Su Marte” (pełną wersję dzieła udostępnia użytkownik TheSkiappetons). Życzę dobrej zabawy. Mam nadzieję, że będziecie równie zachwyceni jak ja!
En-Dżej-En
ANEKS, CZYLI CZAS NA ŁAJDACKĄ KRYTYKĘ!
Jeśli jesteśmy już przy temacie faszyzmu, chciałabym zasygnalizować istnienie również innych filmów, poruszających ten problem. Uwaga! Żaden z nich nie przypadł mi do gustu, toteż przygotujcie się na to, że chwilami będę krytyczna jak Kuba Wojewódzki, złośliwa jak Pawelzondzi i kapryśna jak tytułowa bohaterka powieści „Oto jest Kasia” Miry Jaworczakowej!
„Mussolini. The Untold Story” („Mussolini. Historia nieznana”, w dosłownym tłumaczeniu: „Mussolini. Historia nieopowiedziana”). Film produkcji jugosłowiańsko-amerykańskiej, w stu procentach fabularny. Został nakręcony w 1985 roku. W rolę Duce wciela się tutaj George C. Scott, który rok wcześniej grał Ebenezera Scrooge’a w ekranizacji „Opowieści wigilijnej”. Film „Mussolini. The Untold Story” obejrzałam głównie z poczucia obowiązku, bowiem interesuje mnie historia włoskiego faszyzmu (gdyby mnie nie interesowała, nie napisałabym mojej komedii teatralnej pt. „Jeszcze Nowszy Porządek Świata”). Niestety, produkcja jest kiepska i nudna jak flaki z olejem (albo jak włoskie spaghetti!), toteż podczas jej oglądania chodziła mi po głowie nieskładna myśl: „Trochę do d**y ten film”. Reżyser, z niewiadomych przyczyn, poświęcił strasznie dużo uwagi drobnym, nieistotnym scenkom, które nie wnoszą absolutnie nic do akcji (weźmy na przykład ślub Eddy Mussolini z Galeazzo Ciano. Nowożeńcy tak długo się fotografują, że widz po prostu usypia z nudów. Albo jedną z pierwszych scen, ukazującą wydarzenia zaraz po Marszu na Rzym. Reeetyyy, jak długo można się wprowadzać do nowego domu?! Życie jest zbyt krótkie, żeby marnować je na oglądanie takich monotonnych filmideł!). Jakby tego było mało, film „Mussolini. The Untold Story” jest skrajnie złagodzony i ugrzeczniony w stosunku do rzeczywistości, co stawia go na równi z kinową adaptacją „Harry’ego Pottera i Komnaty Tajemnic”, tudzież „Harry‘ego Pottera i Czary Ognia” (Ach, jakże wielka była subtelność „czarnych koszul”, zabijających socjalistę Giacomo Matteottiego! Nawet Duce był strasznie delikatny, gwałcąc tę cudzoziemską dziennikarkę!). Chyba chodziło o to, żeby można było odtwarzać to „dzieło” w szkołach na lekcjach historii, ale… czy na pewno? Wszak film ma się nijak do prawdy historycznej! Dlaczego Clarę Petacci, która w rzeczywistości miała krótkie, czarne włosy, zagrała długowłosa blondynka? I dlaczego filmowy gabinet Mussoliniego różnił się od tego, o którym czytałam w książce popularno-naukowej? Nie wiem i chyba nigdy się nie dowiem. Jak już napisałam: „Trochę do d**y ten film”. Przypuszczam, że gdyby prawdziwy Duce obejrzał swoją filmową biografię, powiedziałby słowami tytułowego bohatera filmiku „Harry Potter i Podła Szmira” PiKaStRa: „Ja pierdz***ę, ale podła szmira! I po co ja wystąpiłem w tamtej przeróbce? Teraz o mnie takie sh**y kręcą! Nie ma nawet jakości HD. Aż mnie oczy od tego swędzą! (…) Niech mi pan powie, czemu ten film jest tak cholernie kiepski?!”. Masakra, i tyle.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW