Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Przypadek doktora Frankowskiego
dodano 06.03.2007
HAMLET „Przyjmij je zatem i nie próbuj pojąć. Więcej jest rzeczy w niebie i na ziemi, Niż się wydaje naszym filozofom, Drogi Horacjo.” William Shakespaere
Wrzesień był bardzo chłodny i deszczowy. Padało prawie codziennie, mimo to spacerowaliśmy po parku omijając kałuże. Nam nie było zimno, nas grzała miłość. W niedzielę mieliśmy spędzić wieczór w teatrze, a potem zaplanowałem, że poproszę Penelopę o rękę. Kupiłem za resztę oszczędności pierścionek z brylantem i czekałem tylko stosownej chwili. To był chłodny wieczór, na szczęście bez deszczu. Pod teatrem zebrał się już spory tłumek i wciąż podjeżdżały nowe powozy. Penelopy jednak nie było. To dziwne, bo nigdy się nie spóźniała. W kieszeni surduta ściskałem mocno puzderko z pierścionkiem drepcząc tam i z powrotem o trotuarze. Zostało pięć minut do przedstawienia, a Penelopy jak nie było tak nie ma. Musiało się coś stać –pomyślałem i ruszyłem w stronę dorożek.
- Sire - usłyszałem głos Georga, lokaja Penelopy - Sire! Proszę zaczekać! Panienka jest chora…
- Co takiego? Jak to chora? Co się stało?
- Wczoraj już źle się poczuła, miała katar, wieczorem przyszła gorączka, a od rana leży nieprzytomna. Rano był doktor Jenkins, ale nic nie pomógł. Powiedział tylko, że jedynie w Bogu nadzieja, że to pewnie przez ten deszcz, panienka przemokła złapała katar i zapalenie płuc.
- Jedziemy Georg, muszę ja zobaczyć! - Georg mówił prawdę. Penelopa leżała nieprzytomna z silną gorączką, a przy łóżku gromadziła się cała rodzina wraz ze służbą. Poprosiłem o chwilę sam na sam z moją ukochaną. Klęknąłem. Na stoliku płonęła drgając świeca. Nie tak miał wyglądać ten wieczór. Wziąłem moją ukochaną za rękę i rozpłakałem się jak bóbr…
Penelopa nie męczyła się długo, zmarła dwa dni później z uśmiechem na swojej pięknej twarzy. Na pogrzebie lało jak z cebra. Żałobnicy powoli odchodzili znad błotnistego dołu, gdzie spoczywało w trumnie ciało pięknej Pen. Zostałem tylko ja sam. Ja i moja ukochana. Powoli podniosłem oczy ku zachmurzonemu niebu:
- Dlaczego? - Wyszeptałem w stronę stwórcy - Dlaczego właśnie ona? - Patrzyłem prowokująco w niebo, a krople ulewnego deszczu mieszały się z moimi łzami i upadały na błotnistą ziemię cmentarza.
- Nieeeeeee!!! Już nigdy nie zabierzesz mi nikogo! Słyszysz!? Nigdy! - Krzyczałem niczym szaleniec w akcie skrajnej rozpaczy, wtedy na moment błyskawica rozjaśniła niebo. Samotny grzmot zburzył jednostajny szum deszczu. - Więc wypowiadasz mi wojnę -rzuciłem Dobrze, chcesz wojny będziesz ją miał!
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW