Ithink.pl - Dziennikartstwo Obywatelskie
Przypadek doktora Frankowskiego
dodano 06.03.2007
HAMLET „Przyjmij je zatem i nie próbuj pojąć. Więcej jest rzeczy w niebie i na ziemi, Niż się wydaje naszym filozofom, Drogi Horacjo.” William Shakespaere
Powoli szarówka spowijała okolicę, zapaliłem pierwsze świece i czekałem na Jaśka, który zwyczajowo się spóźniał. W oddali zauważyłem płonące pochodnie- pewnie jakiś miejscowy zwyczaj, coś jak noc Kupały, lub inne dożynki. Pochodnie jednak wyraźnie przesuwały się w kierunku zamku, mojego zamku. Zacząłem rozróżniać w ich blasku kosy, grabie i cepy, a nawet siekiery. Tłuszcza wykrzykiwała coś, co nie brzmiało przyjaźnie, po chwili poleciały pierwsze kamienie w moja stronę. Tłum wdarł się na dziedziniec i zaczął rozbijać cenny sprzęt laboratoryjny, przewracać probówki, niszczyć wszystko, co nie wyglądało jak sprzęt do uprawy ziemi. Ja schowany w cieniu ściskałem mocno woreczek z tabletkami, gdy nagle ktoś z tłumu wskazał mnie palcem. Tłuszcza umilkła. Przed tłum wyszedł proboszcz z krzyżem i kropidłem i w ciszy powoli podszedł do mnie
- Apage Satanas - rzucił w moja stronę i zaczął chlapać mnie wodą święconą. To był sygnał dla tłumu, poleciały kamienie, ktoś rozdarł mój surdut, ktoś inny rozbił mi okulary. Nagle popchnięty wywróciłem się na bruk a z zawiniątka rozsypały się wszystkie moje tabletki przeciwdeszczowe. Tak miało się skończyć epokowe odkrycie? Nigdy! Nie pozwolę na to! Ostatkiem sił sięgnąłem garścią po moje dzieło i tyle ile mogłem połknąłem łapczywie. Potem spadły kolejne ciosy. Nie wiem jak długo byłem nieprzytomny, ale gdy otwierałem zapuchnięte oczy jakiś chłop wiózł mnie na kupce siana, a w oddali widziałem łunę pożaru - to płonął mój zamek. Chłop dojechał do granicznego kamienia, zrzucił mnie niczym worek na drogę, przeklął coś po rumuńsku, cisnął w mnie podartym surdutem i rozbitymi okularami i splunąwszy odjechał w kierunku wsi.
Leżałem półmartwy patrząc w gasnące gwiazdy, wszystko mnie bolało. To cud, że nie miałem nic złamanego. Niebo powoli zasnuwały chmurki. Zaczął kapać nieśmiało delikatny deszczyk, ale mnie się nie imały jego krople, omijały mnie jakbym był chroniony cudowną mocą. Mocą tabletek przeciwdeszczowych. Więc jednak wygrałem, pokonałem naturę, jestem wielki!!! Nigdy nie byłem bardziej tryumfujący.
- Co się stało, że wieśniacy zaatakowali pańska siedzibę? – Zapytałem.
- To proste. Jasiek rano, gdy przyniósł mi jedzenie zobaczył na stole moje tabletki, pomyślał, że to cukierki i zżarł kilka. Gdy wieczorem matka wkładała go do bali z deszczówką by go wykąpać woda przed nim uciekała na wszystkie strony. To efekt działania tabletek jak się pan domyśla. Matka pomyślała, że Jaśka opętały złe moce, czyli ja i pobiegła do wójta, ten do plebana, a resztę pan już zna.
DODAJ SWÓJ KOMENTARZ
REKLAMA
ARTYKUŁY O PODOBNYM TEMACIE
zobacz więcej
5 NAJLEPIEJ OCENIANYCH ARTYKUŁÓW